Informacje o nowych artykułach prosto na Twój e-mail

Marketing nadziei – czy też to uprawiasz?

Natrafiłem na takie określenie, które bardzo mi się spodobało – hope marketing, czyli marketing nadziei.

Czy to nowa metoda marketingowa, nowa moda, nowy trend?

Otóż nie! Co więcej, jest bardzo prawdopodobne, że też to robisz w swojej firmie, nawet nieświadomie.

Wiele nowych firm powstaje na bazie pomysłu na produkt. Wpadasz na pomysł i myślisz sobie, że to będzie sukces. Pytasz rodzinę i znajomych, którzy potwierdzają, że to musi być sukces. Tak więc, zmotywowany, ruszasz do działania.

Po pół roku (a może roku?) masz już ten produkt gotowy i ruszasz na podbój rynku. Kupujesz reklamę, zakładasz fanpage na Facebooku, wysyłasz mailing do wszystkich, których znasz.

I co?

I nic!

Po jakiś czasie znajomi proszą, żebys już do nich nie pisał i nie dzwonił z ofertą produkt, nawet za 50% ceny. Każdy, kogo spotykasz mówi, że to fajny produkt, ale… go nie kupuje!

Dlaczego?

Tyle czasu poświęciłeś na planowanie, przygotowania, tyle pracy włożyłeś w koncepcję i wreszcie w finalny produkt!

Jeśli jesteś w takiej sytuacji, to zaakceptuj brutalną rzeczywistość – to się nie uda! Nie zrobisz biznesu swojego życia w ten sposób! Rynek, już powiedział Ci, że nie chce tego, co zrobiłeś – pomimo tego, że jest to obiektywnie dobre.

To jest dokładnie marketing nadziei. Podejmowanie działań z nadzieją na to, że ktoś kupi Twój produkt. Jakie są szanse na powodzenie? Mizerne!

Czy masz już na koncie taki biznes? Bardzo prawdopodobne 🙂

A może to, co robisz dziś właśnie tak wygląda? To zastanów się czy warto to ciągnąć.

Ten problem mają nie tylko mali przedsiębiorcy. Jest wiele przykładów produktów wprowadzanych na rynek przez duże korporacje, które kończą się klapą.

Dlaczego? Bo twórcy mieli nadzieję, że ich błyskotliwa koncepcja zachwyci klientów. Ale tak się nie stało.

Pamiętasz szampon Vidal Sasoon Wash & Go? Szampon i odżywka w jednym?

Do dziś pamiętam tę reklamę. Był to obiektywnie bardzo dobry szampon 2 w 1, w dobrej cenie. Bardzo popularny na Zachodzie.

Tylko, że polski rynek nie był na niego gotowy, bo w latach 90tych w Polsce mało kto wiedział co to jest odżywka do włosów.

Kojarzysz zupy w puszkach Cambell’s? Bardzo popularne w USA. Reklamowane, jako szybki sposób na obiad. Kiedy ojciec i dzieci wrócą do domu, to mama błyskawicznie może dać im coś do jedzenia. Oni zadowoleni, a ona nie spędziła pół dnia w kuchni. Idealne rozwiązanie!

Wyobrażasz sobie, że typowa polska matka podaje dzieciom zupę z puszki, 20 lat temu? W dodatku w cenie, za którą może zrobić zakupy dla całej rodziny na 3 dni?

Dobry produkt, popularny gdzie indziej i klapa.

Taki sposób zakładania biznesu doprowadzi Cię do nerwów i być może ruiny finansowej.

 Czy jest alternatywa?

Istnieje inna droga, która daje znacznie większe szanse na powodzenie Twojego pomysłu i biznesu. Jest to ścieżka, którą należy przejść krok po kroku. Dla wielu osób wydaje się ona wbrew intuicji.

Ja stosowałem tę metodę w wydawnictwie, w którym pracowałem i którym poźniej zarządzałem. Pomogła nam ona zwiększyć ilość produktów z sukcesem wprowadzonych na rynek z 50% do 67%. Czyli najpierw udawał się 1 na 2 pomysły (to i tak było bardzo dobrze!), a później 2 na 3.

Koszt każdego projektu wynosił od 50 do kilkuset tysięcy złotych. Wyższa skuteczność spowodowała więc ogromne oszczędności finansowe. I mówimy tu o dużej skali. W ciągu 5 lat, kiedy byłem prezesem zarządu WiP, ilość produktów na rynku wzrosła z 35 do 76.

Jeśli chcesz wykorzystać tę metodę w swojej firmie kup moją książkę „Niezapracowani. Jak zbudować biznes marzeń i jeździć na wakacje 7 razy w roku”. Polecam!

Wielu sukcesów!

3 comments… add one
  • Czy będą nagrania? Jestem w Wawie tydzień później 🙁

    • Filip Nowicki

      Łukasz,
      To wydarzenie nie będzie nagrywane, ani transmitowane.

Leave a Comment